BLOG ZOSTAŁ ZAWIESZONY NA CZAS NIEOKREŚLONY!

czwartek, 30 stycznia 2014

Wspomnienie pierwsze


           Dwudziesty czwarty grudnia dwa tysiące trzynasty. Na zewnątrz panowała typowa dla tego czasu, zamieć śnieżna. Płatki białego puchu wirowały, noszone przez silne podmuchy wiatru, po ulicach Innsbrucka. Jednak mieszkańcy nie zwracali uwagi na warunki pogodowe. Cieszyli się chwilą, obchodząc święta Bożego Narodzenia w gronie najbliższych. Z każdego okna bił blask przystrojonego drzewka. Magia świąt udzielała się wszystkim, tylko nie Tobie.

            Ostatni raz spojrzałaś na potężnego świerka, rosnącego w Twoim niewielkim ogrodzie przed domem. Drzewo zakołysało się lekko, strącając z gałązek dużą ilość śniegu na oblodzoną ścieżkę brukową, ułożoną od bramki do drzwi wejściowych. Przymknęłaś powieki, a gdy ponownie je rozchyliłaś napotkałaś się na własne odbicie w szybie. Zaczerwienione, zmęczone oczy odciągały uwagę od intensywnie bursztynowych tęczówek. Nie byłaś w stanie powiedzieć, kiedy ostatnio przespałaś spokojnie całą noc. Ciemność i próba snu, za każdym razem przypominała ci o Nim. Wysokim blondynie z czarującym uśmiechem i zatrzymaną błękitnością nieba w radosnych źrenicach. Kochał cię ponad życie, nie raz rezygnując z zawodów Pucharu Świata, które były dla niego bardzo ważne – dla ciebie. Przyjeżdżał i po prostu był, gdy jego rywale wygrywali konkursy i odskakiwali mu na niebezpieczne odległości punktowe w klasyfikacji generalnej. Miałaś potężne wyrzuty sumienia. Zniknęłaś tak nagle, bez żadnego słowa wytłumaczenia. Widziałaś w ekranie telewizora jak z każdym kolejnym skokiem stacza się coraz niżej, przez ciebie i twój egoizm
.
            Dzwonek do drzwi wybudził cię z zamyślenia. Rozejrzałaś się gwałtownie po salonie. Leżałaś zwinięta, w kącie skórzanego narożnika z ręką ułożoną pod głową. Podniosłaś się niechętnie, dłonią przejechałaś po zawiniętym spodzie sweterka i wolnym krokiem wyszłaś do przedpokoju, aby nacisnąć klamkę. Bukowe drzwi zaskrzypiały cicho, po czym twoim oczom ukazała się postać ciemnowłosego mężczyzny, opartego jedną ręką o framugę, a w drugiej trzymającego świąteczną torebkę z wizerunkiem grubego Mikołaja. Zmrużyłaś oczy, marszcząc przy tym nosek, a na jego twarzy od razu zagościł uśmiech.   
- Przecież nie będziesz siedzieć sama, w tak piękny wieczór- wprosił się do środka, ściągając buty i kurtkę, którą powiesił na wolnym wieszaku. Następnie zamknął cię w szczelnym uścisku, recytując uroczy, bożonarodzeniowy wierszyk i wręczył ci przyniesioną paczkę.     
- Dziękuję- szepnęłaś, zaglądając do środka torebki. – Chcesz mnie utuczyć Mannerami?- zaśmiał się i rozgościł się w salonie, uprzednio zbierając zużyte chusteczki ze stolika i wrzucając je do kosza na śmieci. 
- Nie możesz ciągle tego rozdrapywać, Louise- zaczął, kartkując album, który wcześniej podniósł z podłogi. Fotografie dosłownie wylewały się z zeszytu, a Andreas co chwilę schylał się, aby z powrotem włożyć je pomiędzy kartki. W pewnym momencie zatrzymał się, wpatrując się w jedno ze zdjęć. Podeszłaś i usiadłaś obok Koflera, zaglądając mu przez ramię.     
- Wtedy, w Vancouver myślałem, że tak będzie już zawsze- szepnął. Delikatnie odwrócił głowę, napotykając się na twoje, pełne już łez, oczy. Nic nie powiedział. Przyciągnął cię do siebie i pozwolił płakać. W tamtej chwili, tak wiele to dla ciebie znaczyło.

Uśmiechnięty Thomas, trzymający w ramionach drobną blondynkę, wtuloną w jego czerwoną kurtkę. Ewidentnie zakochani i bardzo szczęśliwi. W tle grupka chłopaków: Kofler, Loitzl, Schlierenzauer i Koch. Ale to nie oni byli głównym punktem fotografii. To Morgenstern i lekko zawstydzona Louisette mieli pamiątkę, dzięki wścibskości pewnego dziennikarza.

Vancouver, 2010

Ostatni raz szybował nad zeskokiem skoczni Igrzysk Olimpijskich, tak pięknie i technicznie. Każdy zachwycał się, powtarzając – Nikt nie jest w stanie zagrozić Morgensternowi. Pękała z dumy, słysząc takie słowa, padające z ust najlepszych znawców skoków narciarskich. Zacisnęła pięści, przykładając je do ust, gdy Thomas zasiadał na belce startowej. Pamiętała, że wtedy Kofler objął ją ramieniem i mocno przytulił. Znów leciał, powtarzając wyczyn z pierwszej serii. Wygrał! Jej serce wywinęło kilka fikołków, chcąc wyskoczyć z piersi. Andreas ucałował zmarznięty policzek przyjaciółki i popędził z chłopakami w stronę zwycięzcy. Sama odsunęła się kilka kroków w bok, aby zniknąć z pola widzenia dziennikarzy. Chciała czuć się bezpiecznie, a jutro nie istnieć na pierwszych stronach brukowców. Kilka minut później obserwowała Thomasa, który już przebrany, sprężystym krokiem z pięknym uśmiechem przyklejonym do twarzy, zmierzał w jej kierunku. Od razu porwał ją w swoje ramiona i ustami, odszukał jej. Złączyli się w namiętnym pocałunku, który przekazywał wszystkie emocje. Radość ze zwycięstwa, szczęście z obecności dziewczyny i jakiegoś rodzaju szaleństwo, które towarzyszyło im obojgu.       
- Kocham cię- szepnął do ucha, a później zniknął wśród austriackiego teamu. Jeszcze Schlierenzauer wyszczerzył się do niej, jakby to co najmniej on zdobył złoto Olimpijskie, po czym odwróciła się na pięcie i skierowała w stronę hotelu. Przystanęła jeszcze na moment, aby na ogromnym telebimie przed obiektem obejrzeć wręczenie medali. Uśmiech, który tak kochała, ciągle gościł na ustach Morgensterna. Nawet podczas odśpiewania austriackiego hymnu, śmiał się, wzrok, kierując ku niebu. Ten wariat, dobroduszny i uczynny, wiecznie radosny, łamacz nastoletnich serc był tylko Jej…

Był. Powieki piekły cię od sporej ilości łez, które zmoczyły Andreasową koszulkę w miejscu obojczyka. Skoczek jedynie wzruszył ramionami, gdy pokazałaś mu plamę. Zaśmiałaś się cicho, wyswobadzając się z silnego uścisku przyjaciela. Kofler był jedyną osobą, która znała sprawę z twojej perspektywy. Nie oceniał cię za to co zrobiłaś. Nigdy. Bronił cię, gdy Gregor lub Wolfgang wyrażali swoją opinię, nie zawsze kolorową. Chciałaś jak najszybciej odgonić od siebie wszelakie myśli. Podniosłaś się z miejsca, a album ponownie wylądował na podłodze. Zdjęcia zaścieliły znaczną część dywanu, lecz to jedno jedyne rzuciło się w twoje oczy.




W tej historii będzie zostawiona cząstka mnie. Myślę, że niektóre osoby znajdą ją, w którymś ze wspomnień. Po prostu potrzebowałam wyrzucenia tego z siebie, a Louisette mi w tym pomogła.
Wiem, odebrałam Ammannowi złoto olimpijskie, ale cóż. Moja wyobraźnia błagała o taki scenariusz. 
Będziecie ze mną dalej? Czekam na Wasze opinie i sugestie.

5 komentarzy:

  1. Zaciekawiłaś mnie, wiesz? Fajnie się czytało i cieszę się, że jednak wróciłam do tego linku na tumblr, bo najpierw przewinęłam w dół, całkowicie go ignorując :) Wpadnę tu jeszcze, bo ciekawie zarysowałaś historię. Czekam na ciąg dalszy. Weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnień napisanych mam trzy, więc zabezpieczenie na najbliższy czas jest. Zaczynałam pisać tę historię, nie mając żadnego planu, ale coś pomału zaczęło się szkicować. Myślę, że się spodoba. Dziękuję :)

      Usuń
  2. Hmmm...
    Będziemy :)
    Ciekawy sposób narracji, zobaczymy co dalej.
    Pzdr,
    E_A

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dzięki wścibskości pewnego dziennikarza" wyszło takie cudowne zdjęcie i zapamiętane wspomnienie. Thomas na prawde mocno musiał ją kochać skoro zdecydował się rezygnować z ważnych turniejów tylko dlatego żeby być obok niej. "Schlierenzauer wyszczerzył się do niej, jakby to co najmniej on zdobył złoto Olimpijskie" ten fragment mnie najbardziej rozbawił :D i oczywiście czekam na następne wspomnienie !

    OdpowiedzUsuń